Czytałam na rozmaitych forach, że pedałowanie w ciąży jest niebezpieczne ze względu na:
- wstrząsy (w okolicach siodełkowych)
- wg niektórych od jazdy na rowerze skraca się szyjka macicy (ale nigdzie nie znalazłam przekonujących mnie dowodów na to)
- w ciąży zmienia się środek ciężkości (w związku z rosnącym brzuchem) - dlatego łatwo o przewrotkę (co mogłoby być niebezpieczne).
Trudno. Jest piękna pogoda i MUSZĘ pójść na rower. Żeby nie być jednak lekkomyślna - ubieram się ciepło, cieplej niż zwykle, nie moge się przecież przeziębić.
Znoszę rower na dół (mieszkam w bloku). Wsiadam i... czyżby już zmieniło mi się poczucie rownowagi? Przecież mój brzuch jest jeszcze ledwo wystający, a już zataczam się na rowerze... A nie! Mam w obu kołach flaki!
Muszę wtaszczyć więc rower z powrotem na górę. Przy okazji cała się spociłam. Odchodzę więc od modelu przewrażliwionej rodzicielki, zrzucam z siebie zbędne warstwy ciuchów i wychodzę lekko ubrana. Tym razem z rowerem wszystko ok. Przez pierwsze kilometry jadę przez nieco wyboiste chodniki, więc jadę w dużej mierze "na stojaka", żeby uniknąć wstrząsów. Potem wjeżdżam na ścieżkę i jedzie się już gładko. Jazda na rowerze jest super i nie wyobrażam sobie odpuścić jej na 9 miesięcy.
Przejechałam coś około 20 km (pewnie ciut mniej).
niedziela, 9 września 2012
sobota, 8 września 2012
A jednak nie...
... bo od wczoraj znów słabo się czuję i już chyba doszłam dlaczego.
Mam mianowicie bardzo niskie ciśnienie (dziewięćdziesiąt kilka na pięćdziesiąt kilka). Normalnie miałam oba o jakieś dwadzieścia wyższe.
Wczoraj przebiegłam się. Ale dziś już nie dałam rady i odpuściłam sobie jakiekolwiek ruchy. No nic, pewnie wkrótce będzie lepiej.
Tymczasem wczytuję się w literaturę dla ciężarówek i dla młodych matek. Czytam o porodzie, karmieniu, przewijaniu pieluch i tym podobnych przyjemnostkach. Może lepiej, że na razie bachor siedzi spokojnie w brzuchu? Szkoda, że w tych książkach tylko marginalnie, jeżeli w ogóle traktuje się ruch.
Mam mianowicie bardzo niskie ciśnienie (dziewięćdziesiąt kilka na pięćdziesiąt kilka). Normalnie miałam oba o jakieś dwadzieścia wyższe.
Wczoraj przebiegłam się. Ale dziś już nie dałam rady i odpuściłam sobie jakiekolwiek ruchy. No nic, pewnie wkrótce będzie lepiej.
Tymczasem wczytuję się w literaturę dla ciężarówek i dla młodych matek. Czytam o porodzie, karmieniu, przewijaniu pieluch i tym podobnych przyjemnostkach. Może lepiej, że na razie bachor siedzi spokojnie w brzuchu? Szkoda, że w tych książkach tylko marginalnie, jeżeli w ogóle traktuje się ruch.
środa, 5 września 2012
A jednak...
W kilku książkach znalazłam informację, że w 11 lub 12 tygodniu powinny mijać ewentualne dolegliwości ciążowe i powinna nadejść ochota na jedzenie.
Myślałam, że mnie to jakoś omija, bo ostatnie kilka dni czułam się beznadziejnie. I wciąż nie miałam szczególnego apetytu.
Od wczoraj czuję jednak zwiększone poklady energii. Dziś rano obudziłam się głooooodnaaaa!
Popędziłam do sklepu i nakupiłam rozmaitych produktów, po czym na śniadanie zjadłam całą kostkę białego sera (!) ze szczypiorkiem i rzodkiewką. Potem wcięłam ćwierć kilo czerwonych porzeczek.
Poszłam też na przebieżkę (to był dziś jeden z nielicznych momentów, kiedy nie jadłam). Dotychczasową trasę marszobiegową prawie w całości przebiegłam.
A po bieganiu zabrałam się znów za jedzenie - do wieczora były jeszcze: zupa z dyni, gotowana zielona fasolka, kilka kanapek, miska żurku, jabłka i orzechy włoskie... ufff.
A jednak książki miały rację :)
Myślałam, że mnie to jakoś omija, bo ostatnie kilka dni czułam się beznadziejnie. I wciąż nie miałam szczególnego apetytu.
Od wczoraj czuję jednak zwiększone poklady energii. Dziś rano obudziłam się głooooodnaaaa!
Popędziłam do sklepu i nakupiłam rozmaitych produktów, po czym na śniadanie zjadłam całą kostkę białego sera (!) ze szczypiorkiem i rzodkiewką. Potem wcięłam ćwierć kilo czerwonych porzeczek.
Poszłam też na przebieżkę (to był dziś jeden z nielicznych momentów, kiedy nie jadłam). Dotychczasową trasę marszobiegową prawie w całości przebiegłam.
A po bieganiu zabrałam się znów za jedzenie - do wieczora były jeszcze: zupa z dyni, gotowana zielona fasolka, kilka kanapek, miska żurku, jabłka i orzechy włoskie... ufff.
A jednak książki miały rację :)
wtorek, 4 września 2012
Aktywne matki - łączmy się!
Ostatnie dni dają mi w kość. Chce mi się spać, boli mnie głowa. Według książek tak powinno być na samym początku ciąży, a nie pod koniec pierwszego trymestru. Ale ciąża to widocznie coś, co nie mieści się w książkowych schematach.
Przykładowo ominęły mnie słynne "poranne mdłości". Owszem, ze trzy raz wymiotowałam, ale za każdym razem było to po południu!
Muszę jednak powiedzieć (jako przykładna Sportowa Mama), że ruch na prawdę pomaga. A więc w przerwie w robocie skoczyłam na basen i przepłynęłam 500 m.
Nasz (bo w końcu nie pływam sama) basen będzie niedługo w remoncie przez 2,5 tygodnia. W tym czasie będę musiała pomyśleć nad jakąś inną aktywnością. Bo samo bieganie raczej będzie zbyt dużym obciążeniem.
Gadaliśmy wczoraj z panem JK o aktywności babek w ciąży. Stwierdziliśmy (przynajmniej tak wynika z naszych (być może mylnych) obserwacji), że kobiety, które przed ciążą nie ruszały, jako ciężarne raczej tego nie zmieniają. A nawet te, które od czasu do czasu ruszały się, w ciąży odstawiają sport w niepamięć. Pozostają zatem te, jednak dość nieliczne, które w czasach przedciążowych regularnie się ruszają i nie wyobrażają sobie tego zmieniać pomimo ciąży (tak, tak, dumnie należę do tej grupy).
Poza tym, wciąż panują stereotypy, że w ciąży trzeba się oszczędzać (czyli najlepiej nic nie robić i przesypiać całe noce i dni). Kiedy mówię znajomym, że trochę biegam, ci z reguły dziwią się: "przecież w ciąży nie można!", chociaż 99% z nich w ciąży nigdy nie była.
Tak więc - łamaczki stereotypów, aktywne matki - łączmy się!
Przykładowo ominęły mnie słynne "poranne mdłości". Owszem, ze trzy raz wymiotowałam, ale za każdym razem było to po południu!
Muszę jednak powiedzieć (jako przykładna Sportowa Mama), że ruch na prawdę pomaga. A więc w przerwie w robocie skoczyłam na basen i przepłynęłam 500 m.
Nasz (bo w końcu nie pływam sama) basen będzie niedługo w remoncie przez 2,5 tygodnia. W tym czasie będę musiała pomyśleć nad jakąś inną aktywnością. Bo samo bieganie raczej będzie zbyt dużym obciążeniem.
Gadaliśmy wczoraj z panem JK o aktywności babek w ciąży. Stwierdziliśmy (przynajmniej tak wynika z naszych (być może mylnych) obserwacji), że kobiety, które przed ciążą nie ruszały, jako ciężarne raczej tego nie zmieniają. A nawet te, które od czasu do czasu ruszały się, w ciąży odstawiają sport w niepamięć. Pozostają zatem te, jednak dość nieliczne, które w czasach przedciążowych regularnie się ruszają i nie wyobrażają sobie tego zmieniać pomimo ciąży (tak, tak, dumnie należę do tej grupy).
Poza tym, wciąż panują stereotypy, że w ciąży trzeba się oszczędzać (czyli najlepiej nic nie robić i przesypiać całe noce i dni). Kiedy mówię znajomym, że trochę biegam, ci z reguły dziwią się: "przecież w ciąży nie można!", chociaż 99% z nich w ciąży nigdy nie była.
Tak więc - łamaczki stereotypów, aktywne matki - łączmy się!
poniedziałek, 3 września 2012
Ćwicz mięśnie Kegla!
Dziś znów czuję się marnie. Najgorsze są poranki (a raczej przedpołudnia). Kręci się w głowie, nie mam sił. Idę na delikatny marszobieg.
A od kilku dni intensywnie ćwiczę mięśnie Kegla. To te które zaciskamy (my, kobiety) gdy np. chcemy zatrzymać siusianie. Wzmocnienie tych mięśni (podobno) ułatwia poród.
A od kilku dni intensywnie ćwiczę mięśnie Kegla. To te które zaciskamy (my, kobiety) gdy np. chcemy zatrzymać siusianie. Wzmocnienie tych mięśni (podobno) ułatwia poród.
niedziela, 2 września 2012
Siup ze zjeżdżalni
Wczoraj pół dnia przespałam. Dziś więc wzięłam się w garść i pojechałam RANO (czyli gdzieś na godzinę 12:00) na basen.
Pływa się wybornie! Jednak woda to jest to! Nie czuję ospałości ani ociężałości.
Przepływam 700 m. W tzw. międzyczasie wyskakuję z basenu, bo zauważyłam panią z wielkim brzuchem. Pytam, gdzie kupiła kostium, w który można wcisnąć taki wielki brzuch. Odpowiedzi w sumie mogłam się domyslić - w Decathlonie. Póki co jeszcze mieszczę się w mój kostium - dobrze, że ma już wiele lat - jest porozciągany we wszystkie strony.
Po pływaniu mówię w myślach do Młodej/Młodego: "pora nauczyć się zjeżdżać ze zjeżdżalni!". Hop! I zjeżdżamy tunelem do basenu!
Pływa się wybornie! Jednak woda to jest to! Nie czuję ospałości ani ociężałości.
Przepływam 700 m. W tzw. międzyczasie wyskakuję z basenu, bo zauważyłam panią z wielkim brzuchem. Pytam, gdzie kupiła kostium, w który można wcisnąć taki wielki brzuch. Odpowiedzi w sumie mogłam się domyslić - w Decathlonie. Póki co jeszcze mieszczę się w mój kostium - dobrze, że ma już wiele lat - jest porozciągany we wszystkie strony.
Po pływaniu mówię w myślach do Młodej/Młodego: "pora nauczyć się zjeżdżać ze zjeżdżalni!". Hop! I zjeżdżamy tunelem do basenu!
sobota, 1 września 2012
Słabooooo
Jestem w 11 tygodniu ciąży, więc teoretycznie ciążowe dolegliwości powinny przechodzić.
A tu figa z makiem.
Dzisiaj wstałam (ledwo), zjadłam śniadanie i... poszłam znowu spać. Ostatecznie zwlokłam się (ledwo) z łóżka około 16:00. W głowie się kręci, czuje się słabo.
A jak nic nie pomaga to najlepiej pójść pobiegać.
No więc idę. Biegnę na zmianę z marszem (przeważa marsz, bo nie mam siły). Wracam do domu troszkę ożywiona.
Do roboty wpadam o 18:30... Niezły wynik. Jak to dobrze być czasem szefem! Muszę za to posiedzieć do późna.
A tu figa z makiem.
Dzisiaj wstałam (ledwo), zjadłam śniadanie i... poszłam znowu spać. Ostatecznie zwlokłam się (ledwo) z łóżka około 16:00. W głowie się kręci, czuje się słabo.
A jak nic nie pomaga to najlepiej pójść pobiegać.
No więc idę. Biegnę na zmianę z marszem (przeważa marsz, bo nie mam siły). Wracam do domu troszkę ożywiona.
Do roboty wpadam o 18:30... Niezły wynik. Jak to dobrze być czasem szefem! Muszę za to posiedzieć do późna.
Subskrybuj:
Posty (Atom)